![]() |
||||||
![]() |
||||||
![]() |
||||||
On... on... zniknął w ścianie.Ciepłe i jasne promienie słońca przebijały się nieśmiało przez aksamitne, bordowe zasłony, kiedy we wzorzystej pościeli ktoś się poruszył. Chwilę słychać było jeszcze miarowe brzęczenie alarmu budzika, a po chwili spod zwałów pierzyny wyłoniła się potargana głowa Waltera. Lokaj spojrzał nieprzytomnym wzrokiem na zegarek, który jak zwykle zadzwonił o szóstej rano. Pożałował teraz, że wczoraj położył się późno spać. Był wyczerpany, a dzień nawet się dobrze nie zaczął. Z westchnieniem wstał z łóżka i udał się do łazienki. Po piętnastu minutach pojawił się w pokoju ubrany i świeżo ogolony. Zasłał pościel, rozsunął ciężkie zasłony i otworzył okno. Z przyjemnością spojrzał na bezchmurne niebieskie niebo. Nareszcie burzowa pogoda wyniosła się znad Londynu. Wyszedł z pokoju i skierował swoje kroki do głównego hallu. Odruchowo spojrzał na telefon, czy nie ma żadnych wiadomości na sekretarce. Pusto. Szybkim krokiem wszedł do kuchni i nastawił wodę na herbatę. Integral mimo niedyspozycji na pewno zażyczy sobie śniadanie o siódmej rano. Dziś dopilnuje, żeby zjadła syty posiłek. Wyciągnął kilka jajek z lodówki i odwrócił się chcąc położyć je na stole. Ze zdziwieniem spostrzegł leżący na nim czerwony kapelusz z szerokim rondem i okulary z pomarańczowymi szkłami. Ułożył jajka na sąsiednim podręcznym stoliku i z ciekawością wziął do ręki ekscentryczne nakrycie głowy. Nigdy nie miał okazji bliżej się mu przyjrzeć. Przesunął dłonią po gładkim materiale i strzepnął mały pyłek z jego wierzchu. Przez moment miał nawet ochotę go przymierzyć, ale zaraz skarcił się w myślach.-” Stary, a głupi.” - prychnął do siebie. W końcu powiesił go na wieszaku tuż przy wejściu. Okulary położył na parapecie. *** Dokładnie o siódmej zapukał cicho do dębowych drzwi Integral. Nie usłyszał odpowiedzi, więc lekko nacisnął klamkę. Kobieta spała w rozkopanej pościeli. Lokaj uniósł brwi zdziwiony widząc przysunięty do łóżka stolik ze stojącym na nim pustym dzbankiem i rozrzucone po podłodze ubrania. Zatrzasnął za sobą drzwi i postawił tacę na komodzie. Cichy stuk wystarczył, żeby kobieta zbudziła się ze snu. Jak zwykle był bardzo lekki i czujny. Przekręciła się na poduszkach i otworzyła lekko oczy. - Dzień dobry Walterze. - powiedziała uprzejmie podnosząc się na łokciach i przykrywając sobie długie nogi kawałkiem kołdry. - Dzień dobry Panienko. Przyniosłem śniadanie. - odpowiedział lokaj i przeniósł tacę kładąc ją na pościeli. - Aż tyle?! - krzyknęła. - Przecież to jest porcja co najmniej dla dwóch osób. - Lekarz wczoraj powiedział, że omdlenie było spowodowane niedoborami w pożywieniu i przemęczeniem. Nakazał nie tylko obfite posiłki, ale także dwudniowy odpoczynek. - odparł niezrażony i podniósł rozrzucone części garderoby z podłogi. - Świetnie. - burknęła i chwyciła za widelec. Szczerze mówiąc była trochę głodna, a jajecznica Waltera była jak zwykle przyrządzona po mistrzowsku. - Odpocznę za biurkiem. - dodała pomiędzy kęsami. - Integral, lekarz zabronił ci pracować, powinnaś leżeć w łóżku i odpoczywać. - Walter spojrzał na nią z ukosa. Wiedział co za chwilę powie. - Nonsens Walterze. Moja praca nie wymaga wysiłku fizycznego, siedzę tylko za biurkiem, to wszystko. - napiła się herbaty i spojrzała na lokaja. - Jak zwykle za bardzo się martwisz. - Poza tym, dziś w południe jest zebranie Okrągłego Stołu. - dodała. - Dziś? - lokaj nie był zaskoczony, tak podejrzewał. - Mam przygotować jakiś specjalny obiad? - Nie Walterze. Spotkanie nie odbędzie się tutaj. Zwołane zostało w rezydencji Jej Królewskiej Mości. Kamerdyner popatrzył na nią pytająco. - Dlaczego tam? - zapytał. - Sama nie wiem, podobno dzisiaj się dowiem. - westchnęła zniechęcona. - Proszę, przygotuj na jedenastą trzydzieści samochód pod rezydencją. Oczywiście pojedziesz ze mną. Na wypadek... - umilkła. - Panienka się czegoś spodziewa? - Lepiej się ubezpieczyć, nigdy nie wiadomo co tym idiotom przyjdzie do głowy. - uśmiechnęła się krzywo. - Racja. - Walter odwzajemnił uśmiech. - A teraz może jeszcze pośpisz trochę? - zapytał z nadzieją w głosie zabierając resztki śniadania. Jak zwykle niedojedzone. - Nie ma mowy, nie mam czasu. Wszyscy na pewno będą mnie pytali o te ostatnie wydarzenia, szczególnie o tą grupę wampirów na Ravenscourt Park. Zanim pojawiła się Ceres zdążyli zagryźć na stacji metra dziesięć osób. Muszę się przygotować do obrony Walterze. Wiesz, że oni tylko czekają na jakieś drugie poważne wykroczenie z naszej strony. Pierwsze już było. Po tej rozróbie z Incognito nie tak dawno temu i tak miałam dość problemów. Oni tylko czekają. A w szczególności ten Penwood. Kretyn. - Integral wstała z lekkim grymasem bólu z łóżka, wzięła z ręki lokaja przygotowany świeży szlafrok i skierowała się do łazienki. - Czy on nie rozumie Walterze, że nie dałby rady poprowadzić tej organizacji nawet przez jeden dzień? Z resztą organizacja Hellsing należy do rodziny Hellsing. Tak było i tak pozostanie. - otwarła drzwi łazienki. - My tylko nie możemy dać im szansy na znalezienie powodu, dla którego mogłoby się to zmienić. Uwierz mi, że wielu ludzi ucieszyłoby się, gdyby mnie ktoś zastąpił. Dobrze o tym wiem. - westchnęła. - Dziękuję za śniadanie. - odwróciła się i zniknęła za drzwiami łazienki. Lokaj uśmiechnął się smutno do siebie. A więc słusznie się wczoraj martwił. To nie urojenia. Ktoś koniecznie chce zastąpić Integral w jej obowiązkach. Chyba nawet sama Królowa nie miałaby nic przeciwko. Co prawda zniszczenia spowodowane w Londynie po walce Alucarda z Incognito były ogromne, ale czy oni nie rozumieją, że pod wodzą niekompetentnego człowieka byłyby jeszcze większe? I najważniejsze pytanie, czy oni myślą, że Alucard będzie któregokolwiek z nich słuchał? Czy wierzą, że uda im się ogarnąć jego potęgę? Czy nie rozumieją, że jedyną osobą, której słucha jest Integral? Lokaj przystanął na chwilę pod wpływem nagłej myśli, która właśnie przemknęła przez jego umysł. -Chyba, że mają asa w rękawie. Kogoś tak silnego, kto mógłby go... - rozszerzył oczy, oby to były tylko jego bezpodstawne podejrzenia. - Oby. - szepnął, westchnął cicho i wyszedł z pokoju Integral zamykając za sobą drzwi. Miał nadzieję, że dzisiaj wszystko się wyjaśni. Teraz potrzebował mocnej kawy i dziesięciu minut spokoju. *** Zszedł po schodach i przeszedłszy przez główny hall znalazł się w kuchni. Zdziwił się widząc zirytowanego kapitana Bernadotto, który walczył zawzięcie z ekspresem do kawy, chcąc wydębić od niego chociaż odrobinę napoju. Właśnie chciał się poddać kiedy usłyszał głos Waltera. - Dzień dobry kapitanie. - powiedział uprzejmie. - Panie Walterze. - żołnierz był wniebowzięty. - Błagam niech Pan przekona tą przeklętą maszynę, żeby dała mi trochę mocnej kawy. Za pół godziny mam ćwiczenia na poligonie. Umrę bez kawy! - zrozpaczony Pip opadł ciężko na krzesło, aż skrzypnęło stare drewno. Lokaj popatrzył zdumiony na zmęczoną twarz mężczyzny. Wyglądał jakby nie spał całą noc. Może siedział zbyt długo na strzelnicy. - Espresso? - zapytał spokojnym tonem bez pośpiechu podchodząc do maszyny. Pojemnik ze zużytą kawą był przepełniony po brzegi. Nic dziwnego, że odmówił posłuszeństwa. - Podwójne proszę. - odparł kapitan i przymknął na chwilę oczy. Po chwili po całym pomieszczeniu rozniósł się przyjemny zapach. Walter postawił na stole dwie filiżanki. Sam też nie odmówiłby sobie takiej małej przyjemności. Bernadotto uniósł ciężkie powieki i ujrzał przed sobą upragnioną dawkę energii w postaci gorącego napoju. Kamerdyner siedział na przeciwko niego pijąc swoją kawę i przyglądając mu się z zaciekawieniem. Kapitan ściągnął kapelusz kładąc go na wolnym krześle. Siedzieli w milczeniu i popijali ciemną parującą ciecz. Po chwili przyjemna cisza została zaburzona. Do pomieszczenia wbiegł młody chłopak, żołnierz. Stanął w progu, wyprostował się i zasalutował. - Dzień dobry Kapitanie! - powiedział głośno. Mówiąc to spojrzał także na Waltera i skinął mu głową. Lokaj pozdrowił go uśmiechem. - Wysłano mnie w imieniu całego szwadronu, żeby dowiedzieć się dlaczego pana jeszcze nie ma. - Przecież jest dopiero wpół do ósmej. - odparł Pip z lekko skwaszoną miną. - No tak, przecież wczoraj pan kapitan zarządził, że zaczynamy dzisiaj o pół godziny wcześniej bo idziemy na ćwiczenia w plener. - Bernadotto spojrzał na niego ze zdziwieniem, rzeczywiście tak wczoraj powiedział. Zerwał się szybko z krzesła, założył kapelusz skłonił się lekko Walterowi i szybkim krokiem wyszedł za żołnierzem. Kamerdyner pokręcił głową z rozbawieniem. Nie tylko on był dzisiaj niewyspany. Wstał z krzesła i wstawił filiżanki do zmywarki stojącej w rogu kuchni. Miał jeszcze chwilę czasu, zanim weźmie się do pracy. Od niechcenia chwycił pilot do telewizora przywieszonego przy suficie. Przełączył na CNN z nadzieją na uzyskanie jakiś rzetelnych informacji z kraju i zza granicy. Odwrócił się od obrazu słuchając spikera mówiącego coś o spotkaniu premiera z politykami opozycji. Właśnie zmieniał wodę w dużym kryształowym wazonie, gdy usłyszał informację, która zmroziła mu krew w żyłach. Upuścił wazon na ziemię rozbijając go w drobny mak. Obrócił się gwałtownie do szklanego ekranu. Chwycił leżący pilot i pogłośnił. Rozszerzył oczy ze zdumienia. Z odbiornika słychać było wyraźny męski głos. *** „...Wczoraj rano przy Baker Street we wschodnim Londynie zamordowano młodą dziewczynę. Jak donosi naoczny świadek tego zdarzenia, kobieta została zaatakowana na rogu ulicy bardzo wczesnym rankiem, kiedy na ulicach było jeszcze pusto. Napastnik był ubrany w długi czerwony płaszcz i kapelusz w tym samym kolorze, miał długie czarne włosy i białe rękawiczki. Na miejscu zdarzenia jest nasza reporterka Jane Smith. Jane? - spiker połączył się z koleżanką. - Dzień dobry Państwu, stoję właśnie w miejscu gdzie wczoraj rano doszło do tragedii. Zginęła tutaj młoda, siedemnastoletnia dziewczyna - Rosanne White. Niedawno udało mi się porozmawiać z policjantami jednostki patrolującej te okolice, którzy byli tutaj zaraz po zdarzeniu. Zostali oni poinformowani telefonicznie przez jedynego świadka i niezwłocznie przybyli na miejsce wypadku. Jak mówią w zaułku przeciwległej ulicy stał wystraszony mężczyzna, który zadzwonił po pomoc. Lekarze stwierdzili, że jest w szoku zapewne po tym co się wydarzyło, jednak mimo to policjanci niezwłocznie zabrali go na przesłuchanie, aby ustalić najważniejsze fakty. Nasza telewizja została dopuszczona do wywiadu ze świadkiem tej zbrodni, przenieśmy się więc na posterunek policji. Tam niedawno miałam okazję porozmawiać z panem Brownem, który widział na własne oczy zaistniałą sytuację. Zapraszam do oglądnięcia materiału. - Reporterka skinęła lekko głową i na ekranie pojawił się reportaż nakręcony w dużej jasno oświetlonej sali. - Witam Panie Brown. Czy mógłby pan nam jeszcze na gorąco udzielić informacji na temat tej zbrodni? - Ja... ja. Nie bardzo wiem ... ja tylko wyszedłem zza rogu i zobaczyłem, że nagle przed młodą dziewczyną wyrasta nie wiadomo skąd wysoki mężczyzna w czerwonym płaszczu. Początkowo nie trzymał w ręce nawet broni, on...on......mój Boże, to niewiarygodne, ale on... ugryzł ją w szyję! - starszy mężczyzna był wyraźnie zdenerwowany. - Spokojnie Panie Brown, czy mógłby Pan uściślić? Ugryzł? - No przecież mówię... jak jakiś... wampir, albo nie wiem... eh... dziewczyna krzyknęła tylko krótko i opadła bezwładnie. I wtedy on...on mnie zauważył i... wyciągnął spod płaszcza olbrzymi pistolet i strzelił jej prosto w głowę... ja wiem, że zabrzmi to dziwnie, ale ona się rozsypała jak gdyby... - Wiemy od policji, że dziewczyna zniknęła, a po niej został tylko niezidentyfikowany proch. Policja podejrzewa, że ciało dziewczyny zostało zabrane z miejsca zbrodni, a pył pochodzi od tajemniczego przestępcy. - Mó... - mówcie co chcecie, ja widziałem, że ona się zamieniła w ten pył! To jest jej ciało... a potem... zadzwoniłem na policję. - A gdzie podział się morderca? - On... on... zniknął w ścianie. - mężczyzna miał rozbiegane oczy i wyglądał na zdezorientowanego. Reporterka podziękowała za rozmowę i znów zwróciła się bezpośrednio do studia telewizyjnego. - Jak państwo widzą jest wiele niewyjaśnionych aspektów tej zbrodni, policja twierdzi, że trzeba odczekać pewien czas, aby świadek trochę się uspokoił, jego zeznanie jest powikłane, zapewne za sprawą szoku jakiego doznał, kilka faktów jest bardzo niespójnych, policjanci mają tylko nadzieję, że jedyny świadek pozostanie przy zdrowych zmysłach, aby mógł pomóc w zidentyfikowaniu sprawcy. Na razie pan Brown pozostaje pod nadzorem lekarzy. Ograny śledcze pracują na pełnych obrotach, aby przestępca został schwytany jak najszybciej, jednak do tego czasu proszą, aby mieszańcy Londynu byli ostrożni i nie wychodzili po zmierzchu sami. Nie wiadomo, czy rzeczony wampir – jak nazywa go policja – nie zaatakuje znowu. - Sympatyczna reporterka znika z ekranu a jej miejsce zastępuje spiker. -Dziękuję za relację Jane. Przechodzimy do dalszych informacji. Dziś o 14:00 odbędzie się spotkanie partii....” Walter, po tym co usłyszał, opadł ciężko na stół, jednak zaraz wstał z miejsca. Wybiegł na korytarz i chwycił telefon, wykręcił numer wewnętrzny pokoju Integral. Odebrała po dwóch sygnałach, nie zdążył nawet nic powiedzieć. - Wiem, słyszałam już. - powiedziała bardzo zdenerwowanym i drżącym głosem. - Powiedz temu skurwielowi, że chcę go natychmiast widzieć u siebie, wzywałam go, ale nie raczył przyjść. - odłożyła słuchawkę zostawiając ogłupiałego Waltera przy telefonie. - Co temu wampirowi strzeliło do głowy?! - pomyślał zrezygnowany i szybkim krokiem ruszył w kierunku wejścia do lochów. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
design - Dead Zone |